niedziela, 21 lutego 2010

sery cz. II

Wspominałam już o tym kiedyś, branża spożywcza obfituje w dalsze i bliższe nawiązania do mojego imienia. Oto kolejny przykład, dość zacny, bowiem sery pleśniowe nie w każdy gust trafiają. Dla mnie osobiście stoją gdzieś w pobliżu dobrego wina - i jak ono wymagają, by do ich smaku dojrzeć. Kiedyś lubiłam tylko te delikatne, np. typu brie produkcji polskiej, potem wybierałam najostrzejrze, o przery-sowanym smaku. Dziś te pierwsze mnie nudzą, drugie wydają się zbyt ordynarne, szukam więc smaku, który intruguje, ale nie wrzeszczy. Jaki jest DORBLU? Jadłam go tak dawno temu, że nie pamiętam. Lecz niech dziś będzie uczta dla oczu, o podniebieniu pomyślę jutro.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza